22.01.2010

Tworzenie prawa w polskim stylu

Ależ się nawyrabiało. Piraci z Internautami protestują przed zmianami prawnymi, które mają rzekomo ukrócić łamanie praw autorskich. Jutro, czyli  23 stycznia z Placu Zamkowego w stolicy ruszy manifestacja zorganizowana przez Blackout Europe Polska i Partię Piratów. Organizacje zapraszają do udziału wszystkich chętnych. Nie wróżę dobrze manifestacji, bo pogoda nie przypomina klimatu z Karaibów (a propos piratów), mamy właśnie ekstremalne mrozy (w tej chwili - 19 stopni za oknem).

A skąd to zamieszanie? Niedawno rada ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy o grach hazardowych oraz niektórych innych ustaw, a w nim przepisy nowelizujące Prawo telekomunikacyjne. Tym samym rząd przyjął pomysł utworzenia Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych. Można o tym rejestrze przeczytać w serwisie Prawo.Vagla.pl Z drugiej strony resort spraw wewnętrznych zastanawia się jak odcinać piratów od Internetu oraz chce ograniczyć przepis zezwalający na tzw. dozwolony użytek osobisty (utworów). Przeczytasz o tym tu.

Pomysłami rządu oraz procesem legislacyjnym w jakim są opracowywane oburzeni są nie tylko Internauci, piraci ale też organizacje jak Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji, Polskie Towarzystwo Informatyczne i Fundacja Nowoczesna Polska. Pisał o tym CW. Poza tym całkiem niedawno w siedzibie BCC odbyła się debata o piractwie z udziałem wiceszefa BCC, wiceministra MSWiA, prezesa Microsoft Polska, rzecznika Policji i nawet Hirka Wrony, specjalisty od muzyki. Widać teraz, że zmianami w przepisach zainteresowany jest nie tylko sam rząd, ale też lobby biznesowe.

Jestem ciekaw jak potoczą się losy przepisów. I obawiam się, że rząd dotyka bardzo trudnej sprawy ignorując przy tym wiele środowisk a słuchając się lobbystów. A lobby, jak to lobby, działa na swoją korzyść przedstawiając niekoniecznie rzetelne dane i argumenty.

Widziałem wiele raportów o piractwie komputerowym oraz audio-wizualnym. Polska zajmuje 4. miejsce w Europie pod względem piractwa, ale dokładnie nie wiem czy w kwestii udostępniania, pobierania czy podrabiania utworów i sprzedaży. O szczegółach rzadko się mówi.

Producenci oprogramowania oraz koncerny fonograficzne i wytwórnie filmów często rzucają  na oślep kwotami jakie rzekomo tracą w wyniku nielegalnego kopiowania i udostępniania plików.  Skąd one biorą te wartości? Przecież to nie są pieniądze, które trafiłyby do biznesu, gdyby nie było piractwa. To nonsens. Jakoś od 20 lat żadna wytwórnia nie zbankrutowała, przeciwnie, radzą sobie wyśmienicie.

Jasne, że trzeba karać złodziei, ograniczać ich działalność lecz róbmy to z głową, nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Takie działania, zwłaszcza teraz, gdy pracuje komisja badająca aferę hazardową, budzą moje wątpliwości. Nie wiem skąd pomysł by aktualnie, w roku wyborczym brać się za takie sprawy. Ktoś che zbić na tym kapitał polityczny, czy zyskać sponsorów do finansowania kampanii?

W Rejestrze Stron Niedozwolonych mają być strony propagujące np. faszyzm i pornografię z wykorzystaniem zwierząt. Ale przecież propagowanie takich treści jest prawnie zakazane. To po co tworzyć rejestr? Obawiam się, że moje pytanie nie doczeka się odpowiedzi.

I ostatnia rzecz jaka przychodzi mi do głowy. A być może najważniejsza. W USA biały nastolatek z klasy średniej kupuje płyty w sklepie, ściąga sobie pliki z iTunes. Zaś nastolatek - Afroamerykanin mieszkający w rodzinie z marginesu ściąga sobie nielegalnie pliki. Czemu u nas jest duża skala piractwa? Bo jesteśmy biednym społeczeństwem. Chciałbym aby rząd szukał rozwiązań jak przyspieszyć rozwój gospodarczy a tym samym tempo naszego bogacenia się. Wówczas skala piractwa będzie się zmniejszać. Jednak działań rządu w tym zakresie nie widzę. Widzę za to przedziwne pomysły legislacyjne. A prawo jakie mamy, wiemy doskonale. Po co tworzyć nowe absurdy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz