10.07.2011

Google+ nadmucha bańkę internetową?

fot. Jeff Kubina/Wikimedia
Od uruchomienia serwisu Google Plus media zwariowały na jego punkcie. Gazety, wortale internetowe i blogi prześcigają się w tym, kto napisze więcej, lepiej, bardziej atrakcyjnie, kto poda nowe pomysły na dodawanie znajomych do G+. Ludzie to kupili (ja też) i miliony Internautów zaczęło się w sieci prosić o zaproszenie do "Facebook killera". W tym samym czasie zachodnie media przebąkują o możliwości nadmuchania bańki dotcomów...

W maju na giełdę trafił serwis LinkedIn, przeczytacie o tym debiucie na blogu Mateusza Niewińskiego. Na dzień dobry cena akcji spółki skoczyła o 90 proc., firmę wyceniono na 9 mld USD! Zachodni publicyści zaczęli się (słusznie) zastanawiać, czy nie mamy do czynienia z powtórką sytuacji z przełomu XX i XXI wieku, gdy inwestorzy oszaleli na punkcie startup'ów i na nich nieźle umoczyli. Taką opinię wyraził m.in. Ken Kurson w tekście o znamiennym tytule "It's back".

Rynek stary, więc nie głupi
"Investors Business Daily" zapytał o opinię na temat ryzyka nadmuchania bańki założyciela Wikipedii. Co mógł powiedzieć Wales, który co roku przed Bożym Narodzeniem prosi o drobne wsparcie finansowe, gdyż jego medium grozi bankructwo? Że nie, że wszystko jest cacy, że rynek jest dzisiaj dojrzały.

Tutaj mówimy o świecie zachodnim, o kolebce internetu, o dolinie krzemowej. Ale na drugim końcu świata, w Azji czai się kolejne zagrożenie. Inwestorzy internetowi rzucili się na rynek chiński. I rozgorzała dyskusja, czy właśnie Chiny nie są potencjalnym epicentrum e-kryzysu. Przeczytasz o tym np. tutaj.

Czy zagrożenie jest realne? Jak najbardziej. Kryzys trawi światową gospodarkę od 4 lat. Nic nie wskazuje, aby sytuacja miała się polepszyć. Widać to choćby po fatalnej sytuacji Grecji czy Irlandii. Czy nagle pojawiło się na rynku więcej pieniądza? Czy dla internetu biznes nagle wysupła dodatkowe środki? Owszem, rola internetu jest dziś bardziej znacząca, forsa ucieka z tradycyjnych mediów do elektronicznych. Jednak nie pojawił się wcale nowy popyt na e-biznes. To e-biznes (podaż usług) rośnie w szybkim tempie i zachęca do inwestowania w niego.

Z Google do pośredniaka
Widać np. jak rozwija się rynek smartfonów (kolejne aplikacje, wydania gazet na Samsungi, iPady etc.), widać przygotowania Facebooka do debiutu giełdowego, widać bardzo dużo nowych, interesujących inicjatyw i planów biznesowych. Jednak czy widać napływ dodatkowej kasy? Teraz Google Plus wkracza do gry.
-----------------------------------------------------------------------------
Jeśli interesujesz się projektem Google+ sugeruję zaglądać do nieoficjalnego fanpejdża projektu na Facebook. Znajdziesz go pod adresem http://www.facebook.com/G00GLEPLUS?sk=wall. Polecam m.in. obrazki - można zobaczyć mobilną wersję G+ oraz screen z nowego Gmaila.
----------------------------------------------------------------------------
Google nie uruchamia społecznościówki aby na niej stracić. Już dziś korporacja mówi firmom, aby powstrzymały zakładanie profili w G+, bo dopiero szykuje dla nich poważne narzędzia social media marketingowe. A nowi użytkownicy G+ w momencie zakładania konta są pytani, czy chcą, aby ich dane były wykorzystywane przez strony trzecie (ja odznaczyłem tą opcję, ale wiele osób o to nie zadba).

A co będzie nad Wisłą? Czy dziś środki na social media marketing i reklamę internetową są tak duże, aby wystarczyło na G+, FB, NK i pozostałe serwisy? Wolałbym, aby Wales miał rację i bańka nie pękła. Wyparowanie forsy w kosmos i upadek wielu firm internetowych tylko pogłębi gospodarkę a wielu speców od technologii powiększy grupę bezrobotnych.

-

1 komentarz:

  1. No dobra, zacząłem obserwować G+, ciekawi mnie co z tego będzie. W sumie ciekawe pod względem socjologicznym. Google ma aspiracje żeby władać całym internetem. I co ciekawe - ma potencjał i potrzebne narzędzia. Tylko czy ma wiedzę i umięjętności? Zobaczymy...

    OdpowiedzUsuń