10.03.2016

Czas pożegnać paczkomaty Inpostu

Fot. cyfropolis.blogspot.com
Transport paczek jest pięta achillesową polskiego e-handlu. Przez pewien czas wydawało mi się, że paczkomaty firmy Inpost będą remedium na tę bolączkę, bo pozwalają tanio i szybko dostarczyć przesyłkę, a dodatkowo umożliwiają zabranie paczki o każdej porze dnia i nocy. I rozczarowałem się niczym fani serialu "Z archiwum X" po obejrzeniu pierwszego odcinka piątego sezonu. Od końca 2015 r. rażąco spadła jakość usług Inpostu. Spadła do tego stopnia, że nie warto już z paczkomatów korzystać.

Przez większą część ubiegłego roku roku często korzystałem z paczkomatów. Regularnie kupowałem za ich pośrednictwem karmę dla chorego psa. To specjalistyczna karma, droga i niedostępna w większości sklepów, dlatego kupuję ją online. Dostawcy karmy zostawiali paczkę w paczkomacie i w ciągu jednego lub dwóch dni karma już była do odbioru. Wszystko zaczęło się psuć w grudniu.

Wyjaśnię, że często korzystam z dwóch paczkomatów - na dworcu Warszawa Centralna oraz w podwarszawskim Sulejówku, przy Tesco (swoją drogą to najgorsza z możliwych lokalizacji dla paczkomatów w tej miejscowości, ale to już inna para kaloszy).

13 grudnia czekałem na sms z informacją czy mogę odebrać karmę w Sulejówku. Wiadomość przyszła późnym popołudniem i była zaskakująca. Okazało się, że nie dostałem kodu do paczkomatu, tylko mam stawić się pod paczkomatem i odebrać przesyłkę od kuriera. Żadnego słowa wyjaśnienia o co chodzi. Musiałem się spieszyć bo kurier będzie na miejscu tylko do godziny 19. Nie było wyjścia, pies był głodny, więc pojechałem. Na miejscu dowiedziałem się od kuriera, że w paczkomacie zabrakło wolnych miejsc. Cóż, w końcu idą święta, ludzie dużo kupują, sezonowy problem. Tak sobie tłumaczyłem.

W lutym wydarzyła się podobna sytuacja, tym razem w Warszawie. I z pewną różnicą, bo zadzwonił do mnie kurier z informacją, że paczkomat na "centralu" jest przepełniony, więc przeniosą moją przesyłkę do drugiej maszyny, przy stacji WKD. Byłem wówczas w pracy i pomyślałem, że wychodząc do domu przejdę się przez WKD i będzie po sprawie. Miałem tylko zaczekać na sms z kodem do odebrania przesyłki. Nie doczekałem się kodu tego samego dnia. Przyszedł po pięciu godzinach, kiedy mnie już nie było w pobliżu. Nie rozumiem dlaczego tak późno to załatwiono skoro przejście od jednego paczkomatu do drugiego zajmuje najwyżej 5 minut. Dojazd autem z paczkami zabierze może 20 minut.

Następnym razem Inpost załatwił mnie w Sulejówku. Już nikt nie zadzwonił ani nie przysłał sms-a. Czekałem na karmę dla psa, a wiadomości nie było. Sprawdziłem jednak pocztę, a w niej był taki komunikat:


I brawo Jasiu! Kurier sprawdził, że nie ma wolnych miejsc, więc odjechał z moją karmą do rozdzielni a ja mam czekać do następnego dnia... Czyli w lutym nadal mają problemy z grudnia, ale tym razem nie czekają na klientów pod paczkomatem, tylko odjeżdżają. Jak nie lubić Inpostu?

Po kilku tygodniach postanowiłem ponownie zamówić karmę z usługą transportu do paczkomatu w Sulejówku. Łudziłem się, że paczkomat będzie wymieniony na większy, skoro obecny "cieszy się rekordowym zainteresowaniem" a prezes Inpostu zapowiada zwiększenie liczby urządzeń z 800 do 2600 w 2016 r. Więc czekam na sms z kodem. Czekam i czekam... i jest! O następujacej treści:


Czyli historia się znowu powtarza, a niedostarczanie paczek do maszyny jest już standardem. Po przyjeździe na miejsce znowu zastałem człowieka w busie, który kazał podać ostatnie cyfry z numeru przesyłki, numer telefonu oraz złożyć podpis. A tak wygląda paczkomat i bus z kurierem.


Podjąłem decyzję, że nie chcę już mieć do czynienia z paczkomatami marki Inpost. Kolejne przesyłki będę zamawiał w firmach kurierskich - zapłacę 5 zł więcej ale dostanę przesyłkę na czas, do domu, bez czekania na łaskę lub niełaskę losu, bo akurat blaszane skrzybki będą zajęte.

Cieszę się, że Inpostowi rośnie konkurencja. Własne paczkomaty zakłada Poczta Polska, a Ruch wprowadził przesyłki z kiosku do kiosku. Właśnie skorzystałem pierwszy raz z tej usługi. Zamówiona na Allegro książka przyjechała do pobliskiego kiosku po czterech dniach, co nie jest chyba najlepszym wynikiem. Ale usługa transportu kosztowała zaledwie cztery złote.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz