31.03.2018

Dlaczego aparaty fotograficzne są tak drogie?

Fot. Pixabay
Sprzęt fotograficzny nigdy nie był tani. Ale skoro fotografia profesjonalna jest w kryzysie, a dla amatorów wystarczająco dobrym sprzętem są aparaty w smartfonach, to czy jest sens wypuszczać na rynek coraz nowsze i droższe modele lustrzanek i bezlusterkowców? Producenci aparatów strzelają sobie w głowę, bo zamiast skupić się na opracowaniu modeli dobrych i tanich - a także serii niedrogich obiektywów - wprowadzają kolejne aparaty, niedostępne dla przeciętnego zjadacza chleba.


Pod koniec XX wieku na rynku fotograficznym nastąpił krach, ponieważ fotografia klasyczna była już w zaniku, a cyfrowa jeszcze nie dotarła pod strzechy. Ale na początku XX wieku nastąpiła rewolucja, do sklepów trafiły cyfrowe kompakty i lustrzanki, dzięki czemu robienie zdjęć stało się proste i niedrogie. Szczyt popularności aparatów fotograficznych przypadł na lata 2007-2012, Później rynek przestał być chłonny i odnotowano spadki sprzedaży sprzętu foto. Sytuację, o której piszę obrazuje wykres znaleziony w internecie. Pozwoliłem sobie wykorzystać tę grafikę z podaniem źródła:

W szczycie popularności aparatów cyfrowych, w 2008 r. firma Panasonic Lumix wprowadziła na rynek pierwszy aparat kompaktowy z wymiennymi obiektywami - G1. Inni producenci sprzętu foto poszli jej śladem. Marką, która jako pierwsza wycofała się z produkcji lustrzanek i rozpoczęła erę bezlusterkowców był Olympus. We wpisie z 2011 r. informowałem o aparacie Olympus Pen, w którego popularność nie wierzyłem, gdyż był bardzo drogi i... kiepski. Dzisiaj mam na temat bezlusterkowców niestety podobną opinię. Owszem, jakościowo nastąpiła olbrzymia poprawa - ich matryce oraz systemy pomiaru ostrości są teraz znakomite. Niestety ceny korpusów oraz obiektywów są duuuuużo za duże, a popularne systemy Sony, Olympus i FujiFilm są niedojrzałe.

Wydaje mi się, że rozwój drogich kompaktów z wymienną optyką w jakiś sposób przyczynił się do kryzysu na rynku. Zwłaszcza, że w tym samym czasie smartfony wyparły standardowe telefony, a aparaty w smartfonach wyczerpały potrzeby użytkowników. Dzięki wbudowanym kamerkom nie trzeba korzystać z zewnętrznych urządzeń foto / wideo aby dodawać selfie do Instagram!

Dygresja: Nawet jeśli kupicie tanio, w promocji bezlusterkowiec (APS lub APS-C), to szybko się zorientujecie, że nie stać Was na obiektywy systemowe. Bo nie ma tanich albo w miarę tanich szkieł do aparatów z wymienną optyką. Kiedy przyjrzycie się obiektywom Sony, zauważycie, że popularna "stałka" portretowa czyli 50 mm f1,8 kosztuje ok. 1200 zł. Odpowiednik tego szkła do lustrzanek Nikona kosztuje ok. 600 zł. Canon oferuje 50 mm f1,8 za ok. 500 zł. A od pewnego czasu można kupić chiński YN do Canona za 250 zł. Czy warto wchodzić w system Sony? Pytanie zostawiam otwarte, gdyż sam nie znam odpowiedzi.


W sklepach jest zatrzęsienie aparatów. Sprzętu jest obecnie więcej niż w czasach szczytu sprzedaży w latach 2007-20012! W jednym ze sklepów internetowych w dziale "lustrzanki" widzę 50 pozycji, z czego niektóre się dublują, bo są sprzedawane jako sam korpus oraz w zestawie z obiektywem. W każdym razie mam do wyboru 50 pozycji kilku producentów (Nikon, Canon, Sony, Pentax) w cenie od 15499 zł za Sony A99 MII, po Nikona D3400 za 1749 zł. Siedem lustrzanek w tym zestawieniu kosztuje ponad 10 tys. zł. Przeciętna cena "body" to 4-6 tys. zł.

W tym samym sklepie w dziale "aparaty kompaktowe" jest tylko 31 produktów w cenach od 7799 zł za Sony RX10 do 899 zł za kamerę sferyczną Ricoh Theta. To znamienne - za mniej niż 1000 zł nie można dziś kupić przyzwoitej cyfrowej "małpki".

Spójrzmy na dział "bezlusterkowce". W sklepie są 44 oferty w cenie od 10799 zł za Sony 7SM2 po Panasonic Lumix G9 za 2099 zł. Co ciekawe, ceny prawie połowy bezlusterkowców mają wartość między 5 a 10 tys. zł! Tylko 14 modeli jest w cenach 3-5 tys. zł. A w sklepie tym nie ma oferty bardzo dobrych i równie drogich aparatów FujiFilm, czyli mówię wyłącznie o markach Sony, Panasonic i Olympus.

Patrzę ponownie na wykres ze spadającą sprzedażą aparatów na świecie i zastanawiam się... Skoro coraz mniej ludzi kupuje sprzęt fotograficzny, po co koncerny wypuszczają nowe modele aparatów i to bardzo drogich aparatów, z cenami zaczynającymi się od 3000 zł (w przypadku modeli skierowanych do początkujących fotografów)? Za tegoroczny, przyzwoity sprzęt dla bardziej zaawansowanych trzeba zapłacić nawet 5-7 tys. i to za samo body. Dlaczego nie ma kompaktów za 500 zł albo bezlusterkowca za 1000 zł? W zasadzie taki mały aparat z dobrą matrycą i z przesyłem zdjęć via WiFi, w cenie właśnie 1000 PLN, byłby idealny na moje weekendowe wycieczki.

Osobiście coraz częściej sięgam po leciwe aparaty klasyczne. Fot. Pixabay

Odpowiedź na zadane w tytule posta pytanie nasuwa się sama. Jeżeli producenci ścigają się na coraz nowsze i bardziej zaawansowane modele aparatów, to muszą zatrudniać armie naukowców i wydawać krocie na patenty. Ponieważ sprzedaż jest niewielka, to cena jednostkowa nie może być niska, bo nie pokryje kosztów projektowania, produkcji, dystrybucji i reklamy (przede wszystkim reklamy i promocji np. cashback'ów). W efekcie aparat kompaktowy bez obiektywu kosztuje dwa razy więcej niż powinien. Niewielu go kupi i .... mamy efekt błędnego koła. Do tego trzeba doliczyć czynniki inflacyjne, rosnące koszty pracy, drogie waluty. Myślę, że producentów aparatów czeka fala bankructw albo konsolidacja - o ile się utrzymają.

A jakie Wy macie zdanie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz