17.02.2013

Telepraca nie ma szans. Na razie

freedigitalphotos.net

W całej Unii Europejskiej zdalnie pracuje już 15 proc. wszystkich pracowników. W Polsce zaledwie 3 proc., chociaż temat ten jest dyskutowany od dawna, co najmniej od 10 lat, a od 6 lat telepraca jest wpisana do kodeksu pracy. Dlaczego, home working nie stał się popularny, zwłaszcza w kryzysie, skoro pozwala ograniczyć koszty prowadzenia biznesu?
IMO powodów jest wiele a jednym z nich jest pokutująca mentalność i brak zaufania na linii pracownik - pracodawca.


Telepracę promuje od dawna Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, która wydaje stosowne poradniki i organizuje szkolenia dla firm. Z raportu stworzonego przez Instytut Badawczy MillwardBrown SMG/KRC dla PARP, wynika, że zaledwie 3 proc. polskich pracowników pracuje zdalnie. Zaś 11 proc. przedsiębiorców deklaruje, że jest zainteresowanych zatrudnianiem ludzi na zasadzie telepracy. To tylko deklaracje, ich skutków nie widać. Kiepsko z tą telepracą, oj kiepsko...

Sposób na kryzys
Pamiętam jak około 10 lat temu gazety rozpisywały się o zaletach telepracy. Wówczas stały się powszechne szerokopasmowy internet, telefonia komórkowa i komputery przenośne (laptopy). Wówczas też poznaliśmy komunikatory oparte o technologię VoIP (Skype). Wydawało się, że wiele firm zechce zatrudniać ludzi pracujących w domach albo pracujących częściowo w domach i w biurze – praca mieszana. Później (2008 rok) nastał kryzys, firmy zaczęły szukać oszczędności, więc telepraca powinna zyskać popularność, bo dla firm oznaczała redukcję kosztów (nie trzeba wynajmować biura, płacić za media itd.). Nic z tego. Przedsiębiorstwa wolały zwalniać i ciąć wynagrodzenia niż myśleć o pracownikach wykonujących obowiązki w domach. Tak jest do dziś.
Przeczytałem w internecie kilka artykułów o telepracy, z których wynika, że barierą dla zatrudniania home workerów są m.in. niejasne przepisy dotyczące BHP w miejscu zamieszkania. Nie wiadomo też jak rozliczać czas pracy wykonywanej poza firmą. Moim zdaniem to wymówki a nie faktyczne bariery.

A co sądzą o telepracy pracownicy? Zapytałem znajomych, czy nie chcieliby pracować w domach. Oto co usłyszałem:
  • Nie mam w domu warunków. Rodzina nie dała by mi się skupić.
  • Nie umiem pracować samotnie, chcę mieć bezpośredni kontakt z ludźmi.
  • Nie mam w domu sprzętu do pracy a poza tym nie chcę ponosić dodatkowych kosztów, które normalnie ponosi pracodawca.
  • Nie mam samodyscypliny.
Ponieważ kiedyś przez 2 lata pracowałem w domu, odniosę się do powyższych argumentów.

- Skoro w domu nie ma warunków, to w porządku. Przecież nikt nie będzie zmuszał pracownika, aby się męczył i zawalał pracę, bo mu np. małe dziecko wchodzi na głowę.

- Brak kontaktu z ludźmi – faktycznie, samotność bywa uciążliwa. Ale to już jest sprawa osobista, niektórzy lubią spokój a nie hałas, rozmowy, dzwoniące telefony (warunki w biurze). Wiele zależy też od konkretnej profesji. Jako dziennikarz pracowałem w domu ale wychodziłem na konferencje, spotkania, wywiady, na zebrania redakcji. Problem ustępuje, jeśli pracodawca ma biuro do którego można przyjść, porozmawiać, ustalić plan pracy, zintegrować się z innymi pracownikami. Pomocne są też wyjazdy integracyjne.

- Sprzęt – sądzę, że pracodawca powinien go zapewnić. Myślę, że firmy mogą umówić się z pracownikiem, że np. podwyższają mu wynagrodzenie a ten będzie inwestował w sprzęt (komputer na raty, telefon komórkowy, internet). Inną opcją jest opłacanie rachunków przez pracodawcę. W moim przypadku pracodawca opłacał mój rachunek za telefon – dostarczałem mu biling. Sprawa kosztów jest sprawą drugorzędną. Koszty zdalnego pracownika zawsze będą niższe od kosztów utrzymania biura.

- Samodyscyplina? Cóż, jesteśmy dorośli, chyba nie potrzebujemy bata, czy też kija i marchewki. Jeśli ktoś nie angażuje się w pracę w domu, to czy angażuje się w biurze?

Gdzie te oferty?
To tylko moje kontrargumenty. Skoro ludzie nie chcą pracować zdalnie, to nie należy ich do tego zmuszać. Ale podejrzewam, że wśród wszystkich bezrobotnych w Polsce znalazłoby się wielu chętnych do jakiejkolwiek pracy, także zdalnej. Wśród obecnych „biurokratów” też pewnie znaleźli by się chętni do pracy w domach. Ale czy ktoś w ogóle proponuje ludziom telepracę? Ciężko mówić o konkretnych warunkach, plusach i minusach pracy zdalnej, jeśli nie ma takich propozycji z rynku pracy!

Nie rozmawiałem o telepracy z pracodawcami, ale sądzę, że nie są zainteresowani tą formą zatrudnienia. Spójrzmy choćby na to, jak w Polsce kontroluje się pracowników w biurach. Już na wejściu trzeba odbić kartę, więc nasza obecność jest monitorowana. Mój kolega pracuje w firmie, w której za każde, choćby 5-minutowe spóźnienie obcinają mu (i wszystkim spóźnionym pracownikom) wynagrodzenie!

W naszych biurach, na służbowych komputerach blokowane są serwisy społecznościowe, instalowane są programy śledzące strony www, które przeglądamy, i śledzone są nasze e-maile. Pewnie wielu z Was zna biura, gdzie nie można wyjść na lunch, nie można zadzwonić do domu, bo zabronione jest korzystanie z prywatnych telefonów. Są firmy, które zatrudniają wyłącznie niepalących, bo każde wyjście na papierosa to – zdaniem pracodawcy – przewinienie.

Pasjans przez 8 godzin
Zaraz... Mamy XIX czy XXI wiek? Żyjemy w Polsce czy w Chinach? Czasami odnoszę wrażenie, że wciąż mamy system feudalny a pracownika traktuje się jak krnąbrnego chłopa, który unika pracy, więc trzeba go do niej zmuszać. Według moich obserwacji z rozmaitych biur, polski pracownik wymaga ciągłego nadzoru, bo jak się go spuści z oka to zacznie ustawiać pasjansa na komputerze i przez niego cała firma zbankrutuje...

Halo, nie tędy droga. Może czas zacząć inaczej postrzegać rzeczywistość a pracowników rozliczać z efektów ich pracy, a nie z tego, ile czasu siedzieli przed komputerem i jakie aplikacje mieli otwarte? Jest wiele profesji, które powinny być rozliczane z wyników, np. z tego ilu klientów pozyskali, ile umów podpisali, ile artykułów napisali, ile grafik narysowali, ile zdjęć obrobili, ile faktur zaksięgowali...


Jak widzicie, telepraca nie przyjmuje się w Polsce, ponieważ barierami jest wiele aspektów związanych z naszą kulejącą gospodarką, z rynkiem pracy (rynek pracodawcy i kilkanaście procent bezrobotnych), z naszą mentalnością wywodzącą się z PRL-u. Musi minąć jeszcze wiele lat, zanim uświadomimy sobie, że praca to nie tylko siedzenie na krześle w biurze. Zawsze mawiałem, że praca np. dziennikarza, jest jak praca policjanta, pracuje się 24 h na dobę - przecież to obserwacja wydarzeń, to czytanie prasy, oglądanie telewizji, to nieustanne szukanie tematów i pogłębianie wiedzy.

Moim zdaniem telepraca jest świetnym rozwiązaniem dla wielu ludzi. Bo pracując w domu oszczędzamy czas. Niech każdy z Was policzy ile czasu spędza na dojazd i powrót z pracy. Teraz policzcie ile czasu poświęcacie na te podróże w ciągu roku. A przecież ten czas, czyli jedną, dwie lub trzy godziny dziennie można by zagospodarować na inne cele, np. na wychowanie dzieci, na wypoczynek, na dodatkową pracę, na realizację naszych zainteresowań.

Z korzyścią dla zdrowia
Może to głupi argument, ale gdy pracowałem kiedyś w domu, zimą rzadziej się przeziębiałem. Bo nie musiałem wychodzić codziennie z domu, nie marzłem, nie łapałem wirusów od napotykanych ludzi. Czyli nie brałem zwolnień lekarskich, nie chodziłem do lekarza, nie wydawałem pieniędzy na leki. Dzięki lepszemu zdrowiu byłem bardziej efektywny w pracy.

Dzięki telepracy wydawałem mniej pieniędzy. Bo oszczędzałem choćby na kosztach dojazdu do pracy. Nie musiałem też jeść na mieście, w barach. Sam przyrządzałem sobie posiłki, co wychodziło tanio i z korzyścią dla zdrowia.

Fot. Adam Brzozowski
Teraz pomyślmy, że gdyby tak 15 proc. ludzi pracowało w domach, to zmniejszyłaby się liczba samochodów na drogach i mniejszy byłby tłok w komunikacji miejskiej. Oszczędność środowiska byłaby znacząca (mniejsza emisja spalin i mniejszy hałas). A ci, którzy nadal jeździliby codziennie do pracy, nie musieliby się stresować stojąc w korkach. Wiadomo, że nerwica jest chorobą XXI wieku.

To, co napisałem, to moje własna, subiektywna opinia. Jeśli się z nią zgadzacie, lub uważacie, że plotę trzy po trzy, zostawcie komentarz :)

2 komentarze:

  1. Artykuł ciekawy i dość prawdziwy. IMO telepraca ma same korzyści. Dla obu stron. Niższe koszty i dla pracownika i dla pracodawcy. Nie wiem, czy jestem dobrym przykładem, bo pracuję normalnie "stacjonarnie" i w domu. Tzn. w ciągu dnia (8-16) mam etat w jednej firmie, a wieczorami od dwóch miesięcy pracuję w agencji reklamowej, w domu. Myślę, że głównym problem jest zaufanie. Bo jak rozliczać taką pracę? Skąd pracodawca wie kiedy ja pracuję, a kiedy piję piwo i oglądam mecz? Niby można się rozliczać za konkretne efekty pracy, ale pewnie nie w każdej branży tak się da. Chociaż, prawdę mówiąc, ciężko mi teraz wymyślić branżę, w której się nie da :) Ja akurat mam dość odważny system, bo rozliczam się za przepracowane godziny. Pracodawca po prostu mi zaufał. Ale Polska dopiero chyba raczkuje w takim myśleniu. Wciąż, niestety, pokutuje stereotyp, że jak można kogoś oszukać to moralnym obowiązkiem jest to zrobić. Ale jak widzę powoli chyba się to zmienia...

    A wymówka "nie mam sprzętu"... Dość słaba. Komputer ma właściwie każdy. Ja jako grafik mam i komputer i potrzebne programy graficzne. Muszę mieć żeby się samodoskonalić. W każdej branży trzeba się samodoskonalić. Kto stoi w miejscu ten się cofa.
    Jedyny trafiający do mnie argument to: "Nie mam w domu warunków. Rodzina nie dała by mi się skupić". Taaaa, mnie też czasami żona rozprasza i przeszkadza :) Ale to kwestia ustalenia zasad. Wszystko się da.

    Tak więc jak, już napisałem, liczę (może nie szybko) na rozwój pracy zdalnej. To ma naprawdę przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też jestem za telepracą i chętnie bym pracowała w takim systemie. Zawsze denerwowało mnie rozliczanie z czasu pracy, a nie z wyników. Jak nie miałam nic do zrobienia to i tak 8 godzin musiałam odsiedzieć, znowuż gdy byłam zawalona pracą, to po 8 godzinach musiałam kończyć, a chętnie bym popracowała nawet do momentu osiągnięcia zadowalającego wyniku!

    OdpowiedzUsuń